W wielu największych miastach stawki za wynajem mieszkań utrzymują się na wysokim poziomie. Jednak coraz więcej emocji wywołują już nie tylko ceny, lecz także zapisy pojawiające się w umowach najmu. Niektóre z nich brzmią jak ponury żart. Najemcy skarżą się na ingerencję w ich prywatność oraz absurdalne żądania finansowe. Co dokładnie próbują przemycić w umowach wynajmujący i co na to obowiązujące prawo?
Dodatkowy rachunek za pracę z domu? „Opłata za home office”
Wyobraź sobie, że podpisujesz umowę najmu, a właściciel żąda od ciebie dodatkowych 200 zł miesięcznie tylko dlatego, że pracujesz zdalnie. Choć brzmi to absurdalnie, takie zapisy rzeczywiście zaczęły pojawiać się w niektórych ofertach najmu. Wynajmujący tłumaczą je większym zużyciem mieszkania, wyższymi rachunkami za media czy szybszą eksploatacją wyposażenia.
Co mówią przepisy?
Samo wykonywanie pracy zdalnej nie daje właścicielowi prawa do naliczania dodatkowych opłat. Jeżeli czynsz został określony w umowie, nie można go jednostronnie podwyższyć tylko dlatego, że najemca pracuje z domu. Korzystanie z mieszkania w taki sposób mieści się bowiem w jego normalnym przeznaczeniu. Jeśli strony nie uzgodniły dodatkowej opłaty przy podpisywaniu umowy, właściciel nie może wprowadzić jej później według własnego uznania. W razie sporu o ważność takich zapisów ostateczną ocenę podejmuje sąd.
Rower na balkonie zakazany. „Bo pobrudzi ściany”
Kolejną pozycją na liście współczesnych absurdów jest zakaz wprowadzania rowerów, hulajnóg, a nawet wózków dziecięcych na teren nieruchomości. Zdarzają się umowy zakazujące przechowywania roweru na balkonie albo w częściach wspólnych budynku. Czasami właściciele próbują także zabronić wnoszenia roweru do mieszkania.
Boją się zarysowanych framug oraz śladów opon na klatkach schodowych. Z tego powodu straszą lokatorów wysokimi karami umownymi lub natychmiastowym zerwaniem umowy.
Warto jednak wiedzieć, że o ile wspólnota mieszkaniowa może regulować kwestie trzymania sprzętu w częściach wspólnych budynku, o tyle całkowity zakaz posiadania roweru wewnątrz wynajmowanego mieszkania to ingerencja w wolność najemcy. Co do zasady właściciel nie powinien ingerować w zwykły sposób korzystania z lokalu, o ile najemca używa mieszkania zgodnie z umową, nie niszczy mienia i nie powoduje szkód.
Wojna z gośćmi, czyli zakaz nocowania
Wielu najemców przeciera oczy ze zdumienia, czytając paragrafy dotyczące odwiedzin. W umowach pojawiają się zapisy, że każda wizyta znajomych trwająca dłużej niż do godziny 22:00 wymaga wcześniejszej zgody właściciela. Co więcej, niektórzy wynajmujący wpisują sztywne stawki za każdą noc, którą spędzi w mieszkaniu partner lub członek rodziny najemcy.
W rezultacie dochodzi do absurdalnych sytuacji, w których lokatorzy czują się inwigilowani we własnych czterech ścianach. Tymczasem najemca ma prawo przyjmować gości i korzystać z mieszkania zgodnie z jego przeznaczeniem. Zbyt daleko idące ograniczenia lub dodatkowe opłaty za zwykłe odwiedziny mogą być kwestionowane, zwłaszcza jeśli nadmiernie ingerują w prawa lokatora.
Takie zapisy warto dokładnie sprawdzić przed podpisaniem umowy
Przed podpisaniem jakiegokolwiek dokumentu musisz pamiętać, że Kodeks cywilny oraz ustawa o ochronie praw lokatorów stoją ponad zapisami wprowadzonymi przez właściciela. Dlatego, jeśli w umowie znajdziesz poniższe żądania, możesz domagać się ich wykreślenia:
Kilka rad dla najemców: Jak nie dać się złapać w pułapkę?
Co zrobić, jeśli właściciel wpisał do umowy podejrzany zapis?
Nie podpisuj umowy pod presją czasu. Jeśli któryś z punktów budzi twoje wątpliwości, poproś właściciela o jego usunięcie lub doprecyzowanie. Zachowaj projekt umowy oraz całą korespondencję dotyczącą negocjacji – mogą okazać się kluczowe w razie sporu. Jeśli masz wątpliwości co do zgodności zapisów z prawem, skonsultuj dokument z prawnikiem. Kilkanaście minut poświęconych na sprawdzenie umowy może uchronić cię przed wielomiesięcznym konfliktem i kosztownymi problemami.


Bronisz tych co wynajmują mieszkanie. Ja mam mieszkanie na wynajem – ostatni lokator mieszkał 3 miesiące. Efekt końcowy? Kilkanaście dziur w ścianach, bo miał dokładnie 11 klatek na ptaki. Mieszkanie nie wietrzone, więc zaczął się grzyb pojawiać, kuchenka elektryczna chyba nigdy nie widziała gąbki, szmatki, garnki, zastawa praktycznie do wyrzucenia – szybciej i taniej niż skrobać przypalenizny i pleśń. Kabina prysznicowa praktycznie zniknęła – nie ma jej! Lodówka – kilka flaszek czegoś co pachnie etanolem, ale reszta to żywe/martwe grzyby i pleśnie.
Gość nie płacił 3 miesiące. Wpadliśmy z kolegą: 3 osoby które dały mu czas na wyprowadzenie się: 30 minut, albo zapłata zaległości. Jak nie dasz rady, to pomożemy: okno akurat wychodzi na teren przy budynku
Gość się zmieścił w 3 kwadransach na co miał pewnie wpływ: ja trochę większy niż on, kolega dużo większy niż ja. I do tego żona udająca udającą jędzę – sam się jej bałem 😉
Co mi z tego, że naskrobał, że odda zaległość? Mam tylko nadzieję, że instytucje, firmy które dalej przysyłają na jego nazwisko różne listy, ścigną go i skasują, choć ptaków szkoda.
A ja? No cóż – czeka mnie remont i mieszkanie już nie do wynajęcia, ale pozbycia się. Nawet poniżej wartości.
Budujmy dalej poczucie bezkarności – co mi nie wolno wpisać, co najmujący może brzydko mówiąc olać.
On może nie płacić, zniknąć, zrujnować ściany, podłogi, urządzenia AGD, zabrać nawet żarówki(!).
A dla Pani wiadomości: przyszła elita, studentki potrafiły podpaskami zapchać odpływ w sedesie w taki sposób, że trzeba było wezwać nie hydraulika, ale specjalną firmę. Podpaski zapchały odpływ na długości 1,5 metra!
Tacy potrafią też szybciutko wrócić do domu pod Poznaniem (do Poznania nic nie mam – często bywam, podoba mi się, ale skoro tacy tam mieszkają…)
Ciekaw jestem Pani zdania, kolejnego wpisu
Jedno pewne: gdyby kiedyś jakaś Julia Cichocka chciała u mnie wynająć mieszkanie, to radzę policzyć ilość stopni do parteru! Szkoda było to zaliczyć pod górę, choć w dół jest łatwiej 🙁
Opłata za home office jest w pełni zasadna – najemca traktuje cudzą własność jak swój warsztat, pracuje w nim i odnosi z tego tytułu (lub nie, ale to jego sprawa) zysk, którym już dzielić się nie chce. Ponadto zużywa wszystkiego więcej, niż gdyby jedynie mieszkał – prąd, meble, internet, relacje z sąsiadami, etc. To nie są, jak Pani pisze, „absurdalne zapisy w umowach najmu” – to jest prawo właściciela, w ramach swobody gospodarczej, do określenia oczekiwań (brak psa, kota, kochanek/ków po 22:00) i wynajmowania lokalu osobom, które uznaje za właściwe (tak, tak), i ma do tego prawo, nawet jeśli ocenia go Pani jako obskuranta. Jeżeli nie lubi jakiegoś rodzaju ludzi, to ich po prostu nie lubi i nie jest zobligowany do ich lubienia, a od robienia przysług każdemu potrzebującemu jest państwo (za co płacimy wszyscy). Myli Pani dyskryminację ze swobodą wyboru, a Pani content pachnie populizmem i XIX w. literaturą pozytywistyczną – a nie każdy wynajmujący jest moralnie niżej od najemcy. To najemcy sami decydują, jakie warunki przyjmują, czy wolą basement na Brooklyn (chociaż tam wymagania są jeszcze wyższe), miasteczko na Podlasiu czy dostosowanie się do reguł. Mąci Pani ludziom w głowach i stygmatyzuje wynajmujących – to oburzające i nieprzypadkowe.